Droga Agato,
Dzień cały przeżywałem na chłodno Wasz zainscenizowany Pokaz Mody.
Oceniam go jako odwazne sięgnięcie do korzeni kultury ludowej, chłopskiej, rodzimej, tej części Europy.
Niezmienie trafny, w obecnej chwili, banalizowania się smaku. Łyk autentyzmu w aurze etnicznego etosu rodzimości.
Gorące przyjęcie tego widowiska przez publiczność potwierdza jego zalety inowacyjne. Nowatorskie wręcz.
Wizualna świeżość na granicy groteski czy żartu, modelunek ubioru, pomysłowość detalu, chwilami dech zapierało.
Otwierają się szersze horyzonty wyglądów, fryzur, makijażu, zastosowań praktycznych i ceremonialnych.
Nowoczesność, tradycja idą tu w parze z zasosowaniem materiałów naturalnych i rozpoznawalnych.
Duch Wyspiańskiego także Kantora, Abakanowicz i Grotowskiego są tu obecne.
Wyobraźnia projektantek daje upust niebanalnym pomysłom, chociażby przetworzenie papieru, skrawków koronki, kłosów.
Z wielu propozycji wyróżniam ubiór na zabawę, śmiały obyczajowo, niezwykły pod wzgłedem wyczucia kobiecego ciała.
Warkocze ze skoszonego zboża, użyte w zwojach obiegających modelkę, jest majstersztykiem sam w sobie.
Choreografowi mimo ograniczonych czasowo prób, udało się narzucić swoją przestrzenną wizję.
Wniosek końcowy.
Moje własne życiowe doświadczenie podpowiada, że Pokaz w tej postaci jaki wczoraj został publicznie zrealizowany,
po pewnych korektach, powinien być możliwie szybko zaproponowany poza granicami kraju.
Mam na mysli przede wszystkim Mediolan, centrum Mody najbardziej dynamiczne w Europie.
Z uwagi na nowatorstwo kulturowe, etniczne zaplecze Pokazu, proponuję przygotować odpowiednie dossier
dla właściwej ekspozytury Unii Europejskiej w Polsce.Wczorajszy Pokaz zasługuje na patronat i poparcie finansowe Unii.
From: Szymon Bojko
To: Agata Manowska
Sent: Sunday, May 17, 2009 11:50 PM
Subject: szymon po ochlonieciu z Nocy Muzeow i Mody na ludowo
Droga Agato,
Dzień cały przeżywałem na chłodno Wasz zainscenizowany Pokaz Mody.
Oceniam go jako odwazne sięgnięcie do korzeni kultury ludowej, chłopskiej, rodzimej, tej części Europy.
Niezmienie trafny, w obecnej chwili, banalizowania się smaku. Łyk autentyzmu w aurze etnicznego etosu rodzimości.
Gorące przyjęcie tego widowiska przez publiczność potwierdza jego zalety inowacyjne. Nowatorskie wręcz.
Wizualna świeżość na granicy groteski czy żartu, modelunek ubioru, pomysłowość detalu, chwilami dech zapierało.
Otwierają się szersze horyzonty wyglądów, fryzur, makijażu, zastosowań praktycznych i ceremonialnych.
Nowoczesność, tradycja idą tu w parze z zasosowaniem materiałów naturalnych i rozpoznawalnych.
Duch Wyspiańskiego także Kantora, Abakanowicz i Grotowskiego są tu obecne.
Wyobraźnia projektantek daje upust niebanalnym pomysłom, chociażby przetworzenie papieru, skrawków koronki, kłosów.
Z wielu propozycji wyróżniam ubiór na zabawę, śmiały obyczajowo, niezwykły pod wzgłedem wyczucia kobiecego ciała.
Warkocze ze skoszonego zboża, użyte w zwojach obiegających modelkę, jest majstersztykiem sam w sobie.
Choreografowi mimo ograniczonych czasowo prób, udało się narzucić swoją przestrzenną wizję.
Wniosek końcowy.
Moje własne życiowe doświadczenie podpowiada, że Pokaz w tej postaci jaki wczoraj został publicznie zrealizowany,
po pewnych korektach, powinien być możliwie szybko zaproponowany poza granicami kraju.
Mam na mysli przede wszystkim Mediolan, centrum Mody najbardziej dynamiczne w Europie.
Z uwagi na nowatorstwo kulturowe, etniczne zaplecze Pokazu, proponuję przygotować odpowiednie dossier
dla właściwej ekspozytury Unii Europejskiej w Polsce.Wczorajszy Pokaz zasługuje na patronat i poparcie finansowe Unii.
Z własnej inicjatywy podejmę kroki, aby zainteresować grono przyjaciół z Fundacji Polsko-Włoskiej w Mediolanie, z którą od lat współpracuję.
Należą się Wam specjalne oklaski i podziękowania za ogrom pracy.
Oklaski i słowa podziwu przekażcie projektantkom, modelkom, Cassandrze, choreografce
oraz wszystkim osobom z Muzeum Etnograficznego, ktorych wysiłek i poświęcenie przyniosły rezultaty.
Kolejka po północy była tego świadectwem. Przed wejściem do Zachęty ledwo kilka osób….
Dziękujemy za Twoją opinię jest bardzo ważna i motywująca do dalszego działania na taką lub podobną skale.
Bardzo dobrze, że byłeś z nami i mimo krótkiego czasu na próbe wszystko dobrze wyszło.
A za Twoją sprawą to na pokazie pojawili się Baudelaire i Goya.
Zamierzam zrealizować pierwszy od czasu zniesienia cenzury film o Powstaniu Warszawskim dedykowany szerokiej widowni – zapowiada reżyser Irek Dobrowolski – „Sierpniowe niebo” nie jest oceną Powstania Warszawskiego. Film jest spojrzeniem na wartości i ideały młodych warszawiaków z roku 44 z dzisiejszego punktu widzenia. Co po nich pozostało? Czy tylko wyszydzany patos, patriotyzm traktowany jako niepoprawność polityczna, relatywizm moralny wobec narodowego dziedzictwa? Kto dziś jest nosicielem tamtych, wzniosłych ideałów? Nowe elity, warszawska inteligencja czy może dzieci ulicy słuchające hip-hopu, składające wieńce w miejscach pamięci, malujące na ścianach graffiti z symbolem Polski Walczącej? Kreacje aktorskie w filmie tworzą: Emilian Kamiński, Krzysztof Kolberger, Anna Nehrebecka, Anna Romantowska, Stanisław Brejdygant, Justyna Sieńczyłło, Łukasz Konopka oraz Aleksander Mikołajczak. W filmie zobaczymy również idoli młodzieżowej sceny hip-hopowej: Wilka (czyli Roberta Darkowskiego) – rapera z grupy Molesta Ewenement i Hemp Gru oraz jego przyjaciół.
Zamierzam zrealizować pierwszy od czasu zniesienia cenzury film o Powstaniu Warszawskim dedykowany szerokiej widowni – zapowiada reżyser Irek Dobrowolski – „Sierpniowe niebo” nie jest oceną Powstania Warszawskiego. Film jest spojrzeniem na wartości i ideały młodych warszawiaków z roku 44 z dzisiejszego punktu widzenia. Co po nich pozostało? Czy tylko wyszydzany patos, patriotyzm traktowany jako niepoprawność polityczna, relatywizm moralny wobec narodowego dziedzictwa? Kto dziś jest nosicielem tamtych, wzniosłych ideałów? Nowe elity, warszawska inteligencja czy może dzieci ulicy słuchające hip-hopu, składające wieńce w miejscach pamięci, malujące na ścianach graffiti z symbolem Polski Walczącej? Kreacje aktorskie w filmie tworzą: Emilian Kamiński, Krzysztof Kolberger, Anna Nehrebecka, Anna Romantowska, Stanisław Brejdygant, Justyna Sieńczyłło, Łukasz Konopka oraz Aleksander Mikołajczak. W filmie zobaczymy również idoli młodzieżowej sceny hip-hopowej: Wilka (czyli Roberta Darkowskiego) – rapera z grupy Molesta Ewenement i Hemp Gru oraz jego przyjaciół.
,,Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum…
Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć – rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.
-No tak! Cebula dobra na wszystko – komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:
- Ach te madonny! Boskie! –i towarzyszące im dociekliwe pytania – A Pani, którą jest Madonną?”
Autorka tekstu: Olga Mędrzejewska
Życie Warszawy Środa 19 maja 2010
,,– Warto pójść jeszcze do Muzeum Etnograficznego! W ubiegłym roku był tam czadowy pokaz mody, teraz przebojem są „Madonny” Pawła Althamera.”
Aktualności ethnomuseum
,,Trudno było się przedrzeć przez kolejne sale i wystawy, a żywe rzeźby – piękne Madonny z pracowni Pawła Althamera i Wyższej Szkoły Artystycznej oraz Aktywnego Studium Plastycznego Technik Teatralno-Filmowych budziły zachwyt, zadziwienie, sympatię.”
Inspiracje ikoną Matki Boskiej w pokazie studentek Wyższej Szkoły Artystycznej
Muzeum Etnografii, Noc Muzeów maj 2010
obserwował i skomentował pedagog Szymon Bojko
Pokaz modeli z okazji Nocy Muzeów wpisuje się w praktykę uczelni. W roku ubiegłym inspiracją była polska sztuka ludowa: kostium, wystrój oraz charakteryzacja. Ujawnił talenty, wynalazczość i pomysłowość w posługiwaniu się materiałami „niskiej kondycji”. Pedagodzy i grono ambitnych studentek wyprowadziły kulturę chłopską z opłotków wsi na świat zewnętrzny. Trud się opłacił. Idea znalazła realizatorów.
Tegoroczny pokaz podjął nie mniej oryginalne zadanie projektowe i inscenizacyjne. Inicjacja dotyczyła przestrzeni religijnej, wyznaczonej obrazem Matki Boskiej. Zadanie w intencji pomysłodawców, miało pogodzić kanoniczny wizerunek Madonny z swobodnym jego odczytaniem, bliższy współczesnej wrażliwości wiary. Wizerunek obejmował detale: lica, ekspresję spojrzenia, draperie, akcesoria i atrybuty. Jako ikona świętości została uwieńczona, jakby skatalogowana, w przeróżnych wariantach, w kościele katolickim (i prawosławnym) na świecie. W Polsce fascynacja kultem maryjnym przetrwała 500 lat i trwa. Inspirował sławnych malarzy i naiwnych, ludowych artystów. Ta bogata ikonografia posłużyła studentkom dla rozwinięcia własnej, indywidualnej interpretacji. W wyniku ich pracy powstał zespół obiektów o cechach autorskich. Teatralnie potraktowany temat, dał upust fantazji. Wystrój Madonny na modelkach w Muzeum Etnografii, mimo dominującej dosłowności, potrafił zwrócić uwagę innością, wśród nieruchomych eksponatów muzealnych. Zadanie zaowocowało zalążkiem kreacji. Wyróżniły się prace bardziej doświadczonych projektantek. Zapamiętałem: poetycko słowiański Karoliny Ryciak, brazylijska z ducha, trójwymiarowa Madonna, Katarzyny Brauła, urokliwy projekt Katarzyny Dziakowskiej na granicy świeckości. Podobnie, pociągający świecką pobożnością, oddalony od wzorca ikony, proponuje muzyczny akord Martyny Jeziorskiej. Najbliższa obydwu wizji – modlitewnej i kobiecej, jest starannie opracowana koncepcja Beaty Brandebura-Pruszkowskiej Tyle uważny obserwator.
Pytania, refleksje, krytyka.
Nadarza się okazja aby wywołać wśród pedagogów i realizatorów…………..
Swinging London is a catch-all term applied to the fashion and cultural scene that flourished in London, in the 1960
During the time of Swinging London, fashion and photography were featured in Queen magazine, which drew attention to fashion designer Mary Quant.
The British flag, the Union Flag, became a symbol, assisted by events such as England’s home victory in the 1966 World Cup. The Mini-Cooper car (launched in 1959) was used by a fleet of mini-cab taxis highlighted by advertising that covered their paintwork.
Projekt Pawła Althamera, “Wspólna sprawa” w Brukseli
Dwadzieścia lat temu upadł komunizm w Europie Środkowej. To właśnie w Polsce dokonała się przemiana, która wpłyna na losy Europy. 4 czerwca w Brukseli, chcemy przypomnieć o znaczeniu wydarzeń z przed 20 lat. Projekt Pawła Althamera Wspólna sprawa będzie jednym z najciekawszych wydarzeń realizowanych w ramach obchodów 20. Rocznicy Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej. To wyjątkowe przedsięwzięcie zarówno w kontekście artystycznym, jak i społecznym.
Wspólna sprawa to dokumentowane działania grupowe, rzeźba społeczna, realizowana w konwencji fantastyczno-naukowej. Projekt artystyczny łączący w sobie działania w przestrzeni publicznej z aspektami społecznymi: kwestiami wykluczenia związanego z procesem transformacji systemowej, a zarazem samoorganizacji i oddolnej inicjatywy, które mogą zmieniać świat i tworzyć przyszłości, i szerzej z ideałami wolności i solidarności.
4 czerwca o godz. 10.05 na lotnisku w Brukseli wyląduje po raz pierwszy w historii złoty Boeing 737 PLL LOT, pomalowany według projektu polskiego artysty, z astronautami w złotych kombinezonach na pokładzie. Pasażerami samolotu będą głównie mieszkańcy osiedla Bródno – Podgrodzie, sąsiedzi Pawła Althamera. Uczestnicy wydarzenia, prawie dwieście osób, weźmie udział w działaniach w przestrzeni publicznej, eksplorując stolicę Unii Europejskiej. Ich pierwszym przystankiem będą tereny Expo ’58, obszar reprezentujący świat w jego całej złożoności i jednocześnie sprowadzony do elementarnej cząstki. Górujący nad narodowymi pawilonami model atomu stanie się punktem wyjścia do wizyty w Parlamencie Europejskim – kolejnym miejscu przypominającym o płynności, wielowymiarowości i przekraczaniu granic. Złoty kolor samolotu oraz kostiumów uczestników symbolizuje komunikację, wiedzę i harmonię, dążenie do przemiany i do lepszej przyszłości.
Projekt Althamera komunikuje się z ludźmi „na żywo” zachęcając do interakcji, włączenia się w działania i proces tworzenia. Wspólna sprawa skierowana jest do szerokiej grupy odbiorców. Zarówno do tych, którzy interesuję się sztuką współczesną, jak i do przypadkowych przechodniów, mieszkańców Brukseli. Miejsce realizacji nie jest przypadkowe – stolica zjednoczonej Europy, kontynentu, który jeszcze dwadzieścia lat temu wydawał się podzielony na zawsze. W tym kontekście akcja artystyczna może stać się impulsem do przypomnienia o zmianach, które dokonały się w Polsce i wpłyny na historię Europy Środkowej.
Włączenie projektu Pawła Althamera w program obchodów 20. Rocznicy Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej pokazuje, że można świętować doniosłe i ważne rocznice poprzez sztukę współczesną i działania społeczne. Jest także zupełnie nowatorskim sposobem zwrócenia uwagi na Polskę i jej historię.
Prace Pawła Althamera, niemal od początku jego artystycznej praktyki, oscylują z różnym natężeniem między biegunami rzeźby figuralnej a kolektywnymi działaniami, angażującymi do procesu twórczego innych. Zapraszając do współpracy różne grupy społeczne – „Bródno 2000”, “Prisoners”, Muenster (2002), „Bad Kids” (2004), “Fruhling”, Kassel (2009) – artysta stawia, charakterystyczne dla zjawisk w sztuce ostatniej dekady, pytanie o pozycję i status twórcy. Sposób, w jaki eksploruje pojęcie „partycypacji” wydaje się być ściśle związany ze społecznym potencjałem, jaki niosą jego projekty. Artysta stwarza ramy, propozycje, wobec których zaproszeni do udziału definiują swoją tożsamość.
W projekcie „Wspólna sprawa” Althamer nawiązuje do tych wątków swojej twórczości, w których testuje formy postrzegania rzeczywistości oraz komunikacji interpersonalnej. Artysta odwołuje się do głęboko humanistycznej idei uwrażliwienia na codzienność, świadomej i aktywnej percepcji otoczenia, możliwości projektowania własnej przyszłości.
Uczestnicy akcji – mieszkańcy warszawskiego osiedla, na którym mieszka artysta – pojawiają się w różnych lokalizacjach w niezwykłych, złotych kostiumach. Wspólne działania zmierzają do przekroczenia mentalnych barier, ale również fizycznych granic. Poza spotkaniami osadzonymi w codziennej rzeczywistości, uczestnicy odbywają podróże niosące ze sobą nowe możliwości i niecodzienne doświadczenia. Ubrani w fantastyczne skafandry poruszają się na granicy dwóch światów: tego oswojonego oraz nowego, będącego często projekcją ich wyobrażeń. Owy świat oswojony to często nieatrakcyjna przestrzeń szarego blokowiska. Uczestniczy są „zwykłymi” ludźmi, wykonującymi „przeciętne” zawody, są „sąsiadami z naprzeciwka”. „Wspólna sprawa” pozwala im „wyjść z cienia”, pokazać się w nieznanej im przestrzeni publicznej. To dla nich Inny świat, wypełniony ludźmi komunikującymi się w obcym języku. Ale to właśnie w tym świecie stają się widzialni. Więcej – stają w centrum uwagi, wzbudzając zainteresowanie dosłownie wszystkich.
W tym kontekście projekt Pawła Althamera można postrzegać jako „rzeźbę społeczną”. Rzeźba – materialny obiekt – zostaje zamieniona we wspólne doświadczenie, proces nastawiony na zmianę w głębokich rejestrach codziennych przyzwyczajeń. Artystycznemu przekształceniu nie ulega fizyczny przedmiot, ale sam człowiek – świadomość, mentalne nawyki. Jednocześnie wokół “Wspólnej sprawy” spotykają się i integrują różne grupy społeczne; ludzie, których codzienne realia nie przenikają się wzajemnie, niejednokrotnie wykluczeni ze społecznych i kulturowych rytuałów. Symboliczne przekroczenie granic zachodzi, więc na wielu poziomach.
U źródeł autentyczności – Jacek Wilewski, artysta niechciany
Szymon Bojko 06.01.2009. aktualizacja 09.01.2009 19:05
(rozmyśla krytyk starej daty)
W moje długie życie po dziewięćdziesiątce niespodzianie wtargnął, jakby rzeźbiony strumieniem wydarzeń, etos innego człowieka, znacznie młodszego. Owładnęło mną uczucie braterstwa wobec splotu szczęścia i nieszczęść, gdy zapoznałem się z jego zawiłym życiorysem. Zasługująca na empatię cierniowa droga oryginalnego artysty wysokiej rangi.
Niechciany, nieznany, samotny, odrzucony, na granicy psychicznej sprawności. Jakiś czas temu granica została przekroczona. Uznany został przez lokalne władze za nieprzystosowanego do samodzielnej egzystencji. Pociągnęło to konieczność roztoczenia nad nim rygorystycznego nadzoru. Szlachetna postać. Szaleństwo w obsesji jednego tematu: ciało kobiety. Erotyzm egzystencjalny, zakotwiczony w dzieciństwie, odwołujący się do mitu pramatki ziemi, symbolu prapoczątku rzeczy. Psychoanaliza przemieszana z dojrzałą, filozoficzną motywacją swojej sztuki. Spontanicznie uświadomiłem sobie, że występuje tu pokrewieństwo z motywem w kulturze literackiej Francji końca XIXw. , zwanym les poetes maudits (przeklęci), z nich, okrytych sławą, Verlaine, Rimbaud. Historia lubi analogie. Mimo, że nie znałem artysty fizycznie – jedynie na podstawie obrazu filmowego, tego, co i jak mówi o sobie – drgnęła we mnie szczególnie ludzka solidarność, gotowość, wręcz obowiązek wsparcia, opowiedzenia się po stronie niechcianego polskiego artiste maudit. z Lozanny, która stała się, po Warszawie, jego miastem na dobre i złe.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Mowa o Jacku Wilewskim, rysowniku i rzeźbiarzu, osiadłym od 1968r .w Lozannie. Wbrew upływowi kilkudziesięciu lat, urwaniu się naturalnych więzi z polskim językiem i polską kulturą (nic nie wiadomo o zbliżeniu z szwajcarską Polonią*), artysta zachował prawie nieskazitelny język ojczysty. I, co najważniejsze, pamięć emocjonalną Warszawy, którą zabrał ze sobą wraz z żywymi obrazami dzieciństwa, matki, podwórka, gry w klasy, szczególnie powracający wizerunek Syrenki warszawskiej. Kilkakrotnie odwiedzał Warszawę i znajomych. Wspomagał ruch Solidarności.
Po obejrzeniu filmu-dokumentu “Spalony”, zrealizowanego przez reżysera Irka Dobrowolskiego, zareagowałem odruchowo. Toż to dramatyczna przestrzeń życia van Gogha! Powtórzyłem hipotetyczne podobieństwo publicznie na prapremierze filmu w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie ( 3.12.2008). Wkrótce okazało się, że kojarzenie z Wielkim Holendrem weszło do słownika medialnego. Niestety uproszczone, jak to bywa w żargonie dziennikarskim. Rozmowę z reżyserem zaopatrzono tytułem: “Polski van Goch”. I o dziwo robi karierę! Obiektywnie zbieżność cech zastanawiająca. Film prosi się o komentarz naukowy, analizę ze stanowiska psychologii, może psychoanalizy. Niestety, brak mi dobrego wykształcenia filozoficznego i znajomości psychologii osobowości.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Przestudiowałem przeto klasyczne dzieło wiedzy o van Goghu, “Listy do brata”, do Theo. Każdy student historii sztuki zna tę unikalną korespondencję – świadectwo psychicznych stanów malarza, rozterek, nadziei i wyczerpania fizycznego. Z liczącego blisko 600 stron (przekład Joanna Guze, Maciej Chełkowski) wybrałem fragmenty najbardziej styczne z naszym rodakiem:
Jedna, druga chwila słabości, a załamię się – i już nigdy nie stanę na nogi… żyję w stałej gorączce pracy… a przecież muszę malować… od zaraz… za moje malarstwo płacę ryzykiem życia… jestem zagrożony ze wszystkich stron, jedyny sposób, żeby się z tego wydobyć, to wytrwała praca… starać się być prawdziwym to może sposób, żeby zwalczyć chorobę, która mnie niepokoi. (Przypomnijmy: van Gogh za życia nie sprzedał ani jednego obrazu). Chciałoby się w tym miejscu rzec: ech, przydałby się drugi Theo!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Odwołuję się ponownie do filmu i fragmentów opowieści artysty, monologu wewnętrznego adresowanego do widza. Autentyczne, zobiektywizowane wyznanie, spokojnym głosem, niekiedy uśmiech do siebie, przerwy na głębokie, kilkakrotne zaciąganie się końcówką ustnika. Joint, mieszanka haszyszu z tytoniem, źródło ukojenia i upadku, zostawił nieodwracalne ślady na środkowym palcu: skóra wypalona do cna.
Jestem spalony. W dzień śpię, palę… stałem się dziki… moje rysunki są cechami mojego charakteru… la douleur et l’erotisme… piękno ciała ludzkiego, mój cel… 8000 rysunków… całe moje życie… wrażliwość polska, la sensibilite polonaise… szwajcarska precyzja… strukturalizacja.. .o moim życiu decyduje kurator… niepokorny dziwak… nie istnieję w Lozannie jako artysta… tutaj czas jest zaszachowany… jestem w brzuchu, mam 7 lat…
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Taką zadziwiającą, ubraną w słownictwo nadrealistów zapowiedzią rozpoczyna się film “Spalony”. Wraz z reżyserem wchodzimy w świat, w którym czas jest ruchomy, przemieszany wedle innego porządku i logiki. Poddajmy się tej huśtawce obrazów, słów i słynnych nazwisk, przerywanych dla równowagi widokami z pociągu i grzebaniem się artysty w sklepie Armii Zbawienia. Tam jego oko z chłamu wyławia perełki. Nic już nas nie zadziwi. Seans z modelką, Catherine, szwajcarską muzą artysty, która wyzwala w nim wspomnienia Mamy. Jej obraz poprzedza inny, ukiyo-e, barwny drzeworyt Hokusai i Sharaku, którego nazywa swoim mistrzem. Z japońskiej delikatnej linii w procesie montażu wrażliwy wizualnie grafik (Robert Manowski), stosując zabiegi animacji, tworzy elektroniczne przenikania i złudzenia. Onże wprzęga nowoczesną technikę do “krainy snów” z początków kinematografu. Miniaturowe rysunki, wielokrotnie powiększone tworzą fryz ściennych obrazów. Rysunek z modela, na pozór niepozorny, akademickiego rodu, przy bliższym oglądzie stwarza złudzenie wypukłości.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Odcisk trzeciego wymiaru wydobyty jest oryginalnym pomysłem artysty, z akademickim wykształceniem rzeźbiarza. Pomysł mógł zrodzić się w wieku Renesansu i wcześniej. Polega na naturalnym hamowaniu szybkości ręki rysującego. Wilewski podkłada pod arkusz do rysowania arkusz papieru ściernego, powodujący opór przy prowadzeniu ołówka. W rezultacie rwana, nerwowa, linia błądząca, niepewna, powtarzająca się, generuje ekspresję. Jest wiernym odbiciem stanów emocjonalnych spływających do ręki. Spreparowany w pierwszej fazie rysunek linearny artysta przenosi z papieru, za pośrednictwem matrycy, na inne materiały: filtr ze skrętu zręcznie rozprasowany, serwetkę, zgrzebną tkaninę, liście. Kondensuje rysunek do miniaturowej skali, m.in. na pudełku od zapałek; znaczki (à la znaczki pocztowe) budzą zachwyt oglądającego, jak każde preciosa. Autor komentuje swoje upodobanie do minimalizmu: ilość informacji jest niezależna od formatu utworu. Broni racjonalnymi argumentami swojej metody pracy. To brzmi jak prośba do widza: zaufaj mi!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Na ekranie przesuwa się niekończąca się taśma aktów kobiecych, podobnych, do których pozowały przez 25 lat bardzo młode modelki z różnych krajów. Najmłodsza miała 16 lat. Catherine po długim okresie przyjaźni przyzwoliła na pozowanie nago. Seans ten, odbywający się w atelier Wilewskiego w Moudone, już na wejściu do narracji jest jednym z najbardziej wyrazistych epizodów filmu. Wilewski rysuje z modela, trzydziestoletniej kobiety o pięknym ciele. Natomiast w warstwie słownej zwierza się, że znajdował się od wczesnej młodości pod urokiem dziewczynek bawiących się na podwórku. Ta pamięć jest obecna i wtedy, gdy rysuje Catherine, nie wyjmując z ust skręta. Warstwy prawdy i pamięci przeplatają się.
Po innych sfilmowanych wątkach nieodzownych dla utrzymania rytmu i pełniejszej wiedzy o bohaterze, zbliżamy się do niespodzianego zwieńczenia. Niczym deus ex machina pada nazwisko magiczne: Balthus. Niewykluczone, że wykształcony i obyty ze sztuką widz sam doszedł do takiego “linku”, używając języka epoki Internetu. A gra dziewcząt z podwórka – dwuznaczna, domyślna, niewinna – które uwiecznił wiedziony tymże erotycznym magnesem na swoich obrazach słynny malarz – kto?
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Balthasar Klossowski de Rola i Jacek Wilewski spotykają w tym samym pociągu (nawet język jest tu dwuznaczny!), w tym samym kraju – prawie sąsiedzi. Jakaż pyszna, smakowicie zmajstrowana mini-nowelka. Reżyser pokazał pazur sytuacji zainscenizowanej. Rozmowa telefoniczna. Zaproszenie Balthusa. Wizyta w jego willi w Rossiniere. Gospodarz uprzedza gościa Polaka. W czystej polszczyźnie wypowiada jedyne zdanie, którego się wyuczył: ja nie mówię po polsku!
Chociażby dla tego odruchu wielkiego mistrza XX w, który, jak mniemam, wejdzie do historii, warto zapoznać się z filmem i postacią naszego rodaka. Rozwija on wątek, rozmowy z Balthusem w salonie, zakończonej wspólnym wyjazdem do miasta po zakup sztalug (zachował się u Jacka szkic Balthusa przedstawiający typ sztalug).
W przypływie odwagi Jacek wyraził chęć wykonania portretu Balthusa w rzeźbie. Otrzymał szereg fotografii malarza. Rysował go. Fotografie w trzech rzutach z wykonanej rzeźby, odlew w cynie, wysłał do Balthusa. O tym dowiadujemy się z ust Jacka. Natomiast na ekranie reżyser przenosi nas do ciasnego wnętrza, pracowni Wilewskiego, gdzie z pomocą nader prymitywnych narzędzi artysta lepi z gliny tors męski, następnie następuje odlewanie negatywu w cynie. Prawda tej sceny, toporne obtłukiwanie odlewu bawi, intryguje autentyzmem ręcznych manewrów. Inscenizacja prowokowana jest mocną stroną języka tego filmu. I zakończenie wątku: Telefon, Jacek podnosi słuchawkę, słyszy głos lokaja i zaraz potem: – Balthus. bonjour Jacek, vous etez sculpteur!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Epilog.
W dwa lata później. W Domu Opieki. Dramat samotności i bezradności, od czego zacząłem opowieść o Jacku. Mój pociąg dalej nie pojedzie… Na ekranie przywołana Syrenka warszawska, fotografie artysty, poczynając od dzieciństwa, podwórze na Koszykowej 49, dziewczynki grają w klasy. Piosenka o Warszawie. Ponownie Mama. Wszystko spowite mgiełką wspomnienia w kolorze zielonym.
Ilustracje dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
* Wzmianka o Polonii w Szwajcarii, podyktowana jest okolicznością, że od lat zajmuję się badaniem udziału artystów polskich i artystów polskiego pochodzenia w innych krajach. Patrz: Szymon Bojko, “Z polskim rodowodem”, Toruń 2007. Muzeum Polskie w Rappersville mogłoby odegrać pionierską rolę w promocji polskiego artysty w Szwajcarii.
ID. Animacja zawsze jest powiązana z historią zdjęcia i z efektem dramaturgicznym jaki wywołuje.
SC. Czy miał Pan plan, jak wykorzystać te efekty?
ID. Wszystko musiało pasować do danej historii: muzyka, rytm poszczególnych sekwencji. Tak więc wszyscy czterej graficy, włączając głównego animatora, mojego przyjaciela, Roberta Manowskiego, spędzili piętnaście godzin nad każdym zdjęciem, aby uzyskać wspomniane efekty. Musieli bowiem pracować klatka po klatce i nie korzystali z żadnego specjalnego programu. Używając programów Adobe Photoshop i Adobe After Effects, klatka po klatce dochodzili do celu.
“(…)Jestem człowiek tylko, więc potrzebuję widzialnych znaków, nużę się prędko budowaniem schodów abstrakcji. Prosiłem nieraz, wiesz sam, żeby figura w kościele podniosła dla mnie rękę, raz jeden, jedyny./Ale rozumiem,
że znaki mogą być tylko ludzkie.”Czesław Miłosz “Veni Creator”
Pracując nad konserwacją rzeźb sakralnych często prowadzę z nimi dialog… a gdyby tak tym wszystkim świętym znudziło się stać na postumentach? i gdybyśmy zamienili się z nimi miejscami?
Zostać świętymi, nielada rzecz…obcowanie z ożywionymi rzeźbami, to powrót do tych rozmów z pozornie martwymi ciałami…
Korowód ruszył o godz. 18. Na czele kroczyło osiem pięknych, młodych dziewczyn, ubranych i umalowanych na wzór różnych wizerunków Matki Boskiej. Była Madonna czarnoskóra i taka z praskiej kapliczki. Paweł Althamer niósł z przyjacielem wielkie zdjęcie oprawione w złote ramy. Na obrzeżach parku cała procesja zapakowała się do autobusu-”ogórka”, bo do kościoła Chrystusa Króla jest stamtąd spory kawałek – ok. 5 kilometrów. Proboszcz zgodził się, by “obraz” z mieszkańcami został wniesiony pod ołtarz główny. Następnie zawisł w przedsionku.
Akcja Pawła Althamera była elementem dzisiejszej inauguracji drugiej odsłony Parku Rzeźby. To inicjatywa władz Targówka, realizowana w parku Bródnowskim przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Artystki z WSA które współpracowały z Pawłem Althamerem to:
Katarzyna Brauła, Karolina Ryciak, Katarzyna Arnold,
Anna Korzeb, Ewa Dąbrowska, Martyna Jezierska, Beata Brandebura -Pruszkowska, Katarzyna Dziakowska.
Wszystkim twórcom i ich modelkom serdecznie gratulujemy!
Pogoda straszyła, słońce się schowało, ale warszawiacy, a zwłaszcza mieszkańcy Targówka dopisali. W sobotnie popołudnie, 11 września, oficjalnie otworzyliśmy II edycję Parku Rzeźby na Targówku. Była to jedna z najważniejszych imprez promujących Warszawę jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury.
Otwarcia Parku Rzeźby dokonali Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz burmistrz Targówka Grzegorz Zawistowski oraz dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej Joanna Mytkowska.
- Warszawa staje się miastem, które stwarza doskonałe warunki dla artystów i ich sztuki. To jest drugi rozdział w życiu parku. Miasto sfinansowało m.in. wszystkie znajdujące się tutaj obiekty, dzisiejsze warsztaty dla dzieci i wieczorny koncert zespołu Paris Tetris – mówiła podczas inauguracji projektu Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz – Wrzesień jest także nowym rozdziałem w życiu Warszawy jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Złożyliśmy już aplikację. Park jest właśnie jednym z nowych sztandarowych projektów kampanii o uzyskanie tytułu ESK – mówiła Pani Prezydent.
Paweł Althamer podarował Pani Prezydent odblaskową kamizelkę z nadrukiem: „Służba Parku Rzeźby” oraz koszulkę z logo terapeutycznej Grupy Nowolipie (gromadzącą osoby cierpiące na stwardnienie rozsiane), z którą artysta współpracuje od wielu lat. Ich wspólnym dziełem jest rzeźba – fontanna umieszczona w jednym z parkowych stawów i uruchomiona w sobotę.
Pani Prezydent wraz z gośćmi zwiedzili następnie park i eksponowane w nim dzieła sztuki autorstwa m. in. Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Susan Philipsz, oprowadzani przez kuratora ekspozycji – Sebastiana Cichockiego z Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Po godz. 18 rozpoczął się happening przygotowany przez Pawła Althamera oraz Roberta Manowskiego. Z serca parku ruszył barwny korowód postaci przebranych i ucharakteryzowanych na Madonny – wizerunki Matki Boskiej z różnych stron świata. Stylizacje i kostiumy przygotowali słuchacze Wyższej Szkoły Artystycznej, której Manowski jest współzałożycielem. Ogromne poruszenie wśród widzów wywołała postać Madonny z praskiego podwórka – gipsowej, z odłażącą farba i korona z żarówek. Starsi mieszkańcy Targówka byli nią dosłownie urzeczeni.
Za korowodem podążali Paweł Althamer i Robert Manowski niosąc ogromne zdjęcie autorstwa Jana Smagi, przedstawiające zeszłoroczną edycję Parku Rzeźby – park przemieniony w rajski ogród oraz zgromadzonych w nim mieszkańców Targówka. Niesamowicie klimatyczną fotografię oprawiono w złote ramy, dzięki czemu przypominała prawdziwy, zabytkowy obraz. – Co to? Matejko? – dopytywali się gapie.
Tłumna procesja odprowadziła Madonny z obrazem do zabytkowego jelcza „ogórka”, który zawiózł korowód do świątyni pw. Chrystusa Króla przy ul. Tykocińskiej. Tam dzieło zawisło w przedsionku kościoła.
Warto dodać, że właśnie ta fotografia Jana Smagi otwiera aplikację Warszawy w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
Premierowy pokaz filmu Ireneusza Dobrowolskiego o pianistce Stelli Czajkowskiej, która cudem ocalała z Zagłady. Urodzona w 1924 roku w Polsce w rodzinie żydowskiej, w czasie okupacji mieszkała w łódzkim getcie. W sierpniu ‘44 po jego likwidacji została przetransportowana do Auschwitz. Prosto z rampy trafiła do komory gazowej. Problem techniczny, prawdopodobnie chwilowy brak cyklonu, sprawił, że przeżyła. Późnej trafiła do obozu Stuthoff, gdzie zdarzył się kolejny cud. W ostatnich minutach wojny znalazła się w porcie Neustadt. Niemcy załadowali więźniów na statki, by zatopić ich w porcie. Stella była ostatnia w kolejce… Po wyzwoleniu wróciła do Warszawy, gdzie ukończyła aspiranturę w klasie fortepianu prof. Ekiera. Później wyjechała do Szwecji. Po latach starań dostała pracę profesora fortepianu na Uniwersytecie w Goeteborgu. Dziś 86-letnia Stella zadaje sobie pytania: czy dobrze wybrała? Jaki jest rachunek szczęścia jej życia? Doskonała historia, ilustrowana kolażami łączącymi animowane fotografie z filmami archiwalnymi i rysunkami. Po pokazie rozmowa z udziałem bohaterki filmu i reżysera.
Wraz z reżyserem wchodzimy w świat, w którym czas jest ruchomy, przemieszany wedle innego porządku i logiki. Poddajmy się tej huśtawce obrazów, słów i słynnych nazwisk, przerywanych dla równowagi widokami z pociągu i grzebaniem się artysty w sklepie Armii Zbawienia. Tam jego oko z chłamu wyławia perełki. Nic już nas nie zadziwi. Seans z modelką, Catherine, szwajcarską muzą artysty, która wyzwala w nim wspomnienia Mamy. Jej obraz poprzedza inny, ukiyo-e, barwny drzeworyt Hokusai i Sharaku, którego nazywa swoim mistrzem. Z japońskiej delikatnej linii w procesie montażu wrażliwy wizualnie grafik (Robert Manowski), stosując zabiegi animacji, tworzy elektroniczne przenikania i złudzenia. Onże wprzęga nowoczesną technikę do “krainy snów” z początków kinematografu. Miniaturowe rysunki, wielokrotnie powiększone tworzą fryz ściennych obrazów. Rysunek z modela, na pozór niepozorny, akademickiego rodu, przy bliższym oglądzie stwarza złudzenie wypukłości.
Szanowny Panie,
wiadomość o filmie “Rachunek szczęścia” otrzymałam od Kostka Rosenera. Jestem z wykształcenia historykiem i pracuję w Muzeum Stutthof. Napisałam książkę dokumentacyjną “Rejs Śmierci. Ewakuacja morska więźniów KL Stutthof w 1945 r. Stąd moje zainteresowanie bohaterką Pana filmu. Pomyślałam też o pokazie Pana filmu w Muzeum Stutthof i w Gdańsku. Czy byłoby to możliwe? Proszę odpisać na mój adres elektroniczny.
Serdecznie Panu gratuluję i serdecznie pozdrawiam
Elżbieta Grot, kustosz Muzeum Stutthof
myślę że warto było by napisać w jakich konkurencjach są wystawiane te zdjęcia. czy to wizaż, zdjęcie czy jakiaś inna kategoria bo nie wiadomo na co zwracać uwagę
[...] TU a ja zapraszam w jedno szczególne miejsce… Tej nocy swoje drzwi otworzy atelier Wyższej Szkoły Artystycznej. Galeria Żelazna zabierze nas w czasy Marii Antoniny, zewsząd wyrastać będą rokokowe damy w [...]
[...] Woźniaka. Nieco więcej informacji na ten temat znajdziecie w mojej krótkiej notce na stronie Wyższej Szkoły Artystycznej. Na praskiej ul. 11 Listopada bywałam nie raz i aż wstyd się przyznać, że dziś po raz [...]
18 maja 2009, godz. 09:26
Droga Agato,
Dzień cały przeżywałem na chłodno Wasz zainscenizowany Pokaz Mody.
Oceniam go jako odwazne sięgnięcie do korzeni kultury ludowej, chłopskiej, rodzimej, tej części Europy.
Niezmienie trafny, w obecnej chwili, banalizowania się smaku. Łyk autentyzmu w aurze etnicznego etosu rodzimości.
Gorące przyjęcie tego widowiska przez publiczność potwierdza jego zalety inowacyjne. Nowatorskie wręcz.
Wizualna świeżość na granicy groteski czy żartu, modelunek ubioru, pomysłowość detalu, chwilami dech zapierało.
Otwierają się szersze horyzonty wyglądów, fryzur, makijażu, zastosowań praktycznych i ceremonialnych.
Nowoczesność, tradycja idą tu w parze z zasosowaniem materiałów naturalnych i rozpoznawalnych.
Duch Wyspiańskiego także Kantora, Abakanowicz i Grotowskiego są tu obecne.
Wyobraźnia projektantek daje upust niebanalnym pomysłom, chociażby przetworzenie papieru, skrawków koronki, kłosów.
Z wielu propozycji wyróżniam ubiór na zabawę, śmiały obyczajowo, niezwykły pod wzgłedem wyczucia kobiecego ciała.
Warkocze ze skoszonego zboża, użyte w zwojach obiegających modelkę, jest majstersztykiem sam w sobie.
Choreografowi mimo ograniczonych czasowo prób, udało się narzucić swoją przestrzenną wizję.
Wniosek końcowy.
Moje własne życiowe doświadczenie podpowiada, że Pokaz w tej postaci jaki wczoraj został publicznie zrealizowany,
po pewnych korektach, powinien być możliwie szybko zaproponowany poza granicami kraju.
Mam na mysli przede wszystkim Mediolan, centrum Mody najbardziej dynamiczne w Europie.
Z uwagi na nowatorstwo kulturowe, etniczne zaplecze Pokazu, proponuję przygotować odpowiednie dossier
dla właściwej ekspozytury Unii Europejskiej w Polsce.Wczorajszy Pokaz zasługuje na patronat i poparcie finansowe Unii.
Szymon Bojko
19 maja 2009, godz. 00:02
From: Szymon Bojko
To: Agata Manowska
Sent: Sunday, May 17, 2009 11:50 PM
Subject: szymon po ochlonieciu z Nocy Muzeow i Mody na ludowo
Droga Agato,
Dzień cały przeżywałem na chłodno Wasz zainscenizowany Pokaz Mody.
Oceniam go jako odwazne sięgnięcie do korzeni kultury ludowej, chłopskiej, rodzimej, tej części Europy.
Niezmienie trafny, w obecnej chwili, banalizowania się smaku. Łyk autentyzmu w aurze etnicznego etosu rodzimości.
Gorące przyjęcie tego widowiska przez publiczność potwierdza jego zalety inowacyjne. Nowatorskie wręcz.
Wizualna świeżość na granicy groteski czy żartu, modelunek ubioru, pomysłowość detalu, chwilami dech zapierało.
Otwierają się szersze horyzonty wyglądów, fryzur, makijażu, zastosowań praktycznych i ceremonialnych.
Nowoczesność, tradycja idą tu w parze z zasosowaniem materiałów naturalnych i rozpoznawalnych.
Duch Wyspiańskiego także Kantora, Abakanowicz i Grotowskiego są tu obecne.
Wyobraźnia projektantek daje upust niebanalnym pomysłom, chociażby przetworzenie papieru, skrawków koronki, kłosów.
Z wielu propozycji wyróżniam ubiór na zabawę, śmiały obyczajowo, niezwykły pod wzgłedem wyczucia kobiecego ciała.
Warkocze ze skoszonego zboża, użyte w zwojach obiegających modelkę, jest majstersztykiem sam w sobie.
Choreografowi mimo ograniczonych czasowo prób, udało się narzucić swoją przestrzenną wizję.
Wniosek końcowy.
Moje własne życiowe doświadczenie podpowiada, że Pokaz w tej postaci jaki wczoraj został publicznie zrealizowany,
po pewnych korektach, powinien być możliwie szybko zaproponowany poza granicami kraju.
Mam na mysli przede wszystkim Mediolan, centrum Mody najbardziej dynamiczne w Europie.
Z uwagi na nowatorstwo kulturowe, etniczne zaplecze Pokazu, proponuję przygotować odpowiednie dossier
dla właściwej ekspozytury Unii Europejskiej w Polsce.Wczorajszy Pokaz zasługuje na patronat i poparcie finansowe Unii.
Z własnej inicjatywy podejmę kroki, aby zainteresować grono przyjaciół z Fundacji Polsko-Włoskiej w Mediolanie, z którą od lat współpracuję.
Należą się Wam specjalne oklaski i podziękowania za ogrom pracy.
Oklaski i słowa podziwu przekażcie projektantkom, modelkom, Cassandrze, choreografce
oraz wszystkim osobom z Muzeum Etnograficznego, ktorych wysiłek i poświęcenie przyniosły rezultaty.
Kolejka po północy była tego świadectwem. Przed wejściem do Zachęty ledwo kilka osób….
Oddany Wam
szymon,
lekko szalony po ochłonięciu
19 maja 2009, godz. 00:07
do Szymona
Dziękujemy za Twoją opinię jest bardzo ważna i motywująca do dalszego działania na taką lub podobną skale.
Bardzo dobrze, że byłeś z nami i mimo krótkiego czasu na próbe wszystko dobrze wyszło.
A za Twoją sprawą to na pokazie pojawili się Baudelaire i Goya.
22 maja 2009, godz. 12:41
Polecam komentarz nt pokazu z Rzeczpospolitej (18 maja 2009), który się ukazał w recenzji “Nocy muzeów”:
http://www.wsa.art.pl/wp-content/uploads/2009/05/rzeczpa_2009_05_181.pdf
15 czerwca 2009, godz. 16:38
Dodatkowe zdjęcia z “Feszyn na ludowo” opublikowane przez Muzeum Etnograficzne:
http://www.flickr.com/photos/ethnomuseum/tags/nocmuzeow2008/
8 listopada 2009, godz. 17:39
Wywiad z reżyserem
Zamierzam zrealizować pierwszy od czasu zniesienia cenzury film o Powstaniu Warszawskim dedykowany szerokiej widowni – zapowiada reżyser Irek Dobrowolski – „Sierpniowe niebo” nie jest oceną Powstania Warszawskiego. Film jest spojrzeniem na wartości i ideały młodych warszawiaków z roku 44 z dzisiejszego punktu widzenia. Co po nich pozostało? Czy tylko wyszydzany patos, patriotyzm traktowany jako niepoprawność polityczna, relatywizm moralny wobec narodowego dziedzictwa? Kto dziś jest nosicielem tamtych, wzniosłych ideałów? Nowe elity, warszawska inteligencja czy może dzieci ulicy słuchające hip-hopu, składające wieńce w miejscach pamięci, malujące na ścianach graffiti z symbolem Polski Walczącej? Kreacje aktorskie w filmie tworzą: Emilian Kamiński, Krzysztof Kolberger, Anna Nehrebecka, Anna Romantowska, Stanisław Brejdygant, Justyna Sieńczyłło, Łukasz Konopka oraz Aleksander Mikołajczak. W filmie zobaczymy również idoli młodzieżowej sceny hip-hopowej: Wilka (czyli Roberta Darkowskiego) – rapera z grupy Molesta Ewenement i Hemp Gru oraz jego przyjaciół.
8 listopada 2009, godz. 17:39
Wywiad z reżyserem
Zamierzam zrealizować pierwszy od czasu zniesienia cenzury film o Powstaniu Warszawskim dedykowany szerokiej widowni – zapowiada reżyser Irek Dobrowolski – „Sierpniowe niebo” nie jest oceną Powstania Warszawskiego. Film jest spojrzeniem na wartości i ideały młodych warszawiaków z roku 44 z dzisiejszego punktu widzenia. Co po nich pozostało? Czy tylko wyszydzany patos, patriotyzm traktowany jako niepoprawność polityczna, relatywizm moralny wobec narodowego dziedzictwa? Kto dziś jest nosicielem tamtych, wzniosłych ideałów? Nowe elity, warszawska inteligencja czy może dzieci ulicy słuchające hip-hopu, składające wieńce w miejscach pamięci, malujące na ścianach graffiti z symbolem Polski Walczącej? Kreacje aktorskie w filmie tworzą: Emilian Kamiński, Krzysztof Kolberger, Anna Nehrebecka, Anna Romantowska, Stanisław Brejdygant, Justyna Sieńczyłło, Łukasz Konopka oraz Aleksander Mikołajczak. W filmie zobaczymy również idoli młodzieżowej sceny hip-hopowej: Wilka (czyli Roberta Darkowskiego) – rapera z grupy Molesta Ewenement i Hemp Gru oraz jego przyjaciół.
19 maja 2010, godz. 22:06
ethnomuseum.pl/blog
,,Jaką jest pani Madonną? Czyli o bezsenności w muzeum…
Tymczasem, za przepierzeniem, w Galerii Polskiej Sztuki Ludowej, ustawione na podwyższeniach, wśród drewnianych ludowych świątków, niepodzielnie królują żywe rzeźby. Modelki ucharakteryzowane przez studentów Wyższej Szkoły Artystycznej i Aktywnego Studium Plastycznego na polskie Madonny, zarówno te najbardziej znane, słynące cudami wizerunki Czarnej Madonny i Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak i bliskie sercom mieszkańców stolicy Madonny z warszawskich kapliczek, zacierają granice między tradycją a współczesnością, snem a jawą, rzeczywistością a prawami bezsennej nocy w muzeum, podczas której wszystko może się zdarzyć – rzeźba ożywa, żaba z aborygeńskiej bajki zagraża swoim apetytem światu, a w sali kinowej, w filmowej opowieści, po zamknięciu sklepu przybrane w kwiatowe stroje szpulki drutu rozpoczynają bal… I znów wszystko, co dzieje się w majową nocą w muzeum przypomina sen, ale ten dobry, przyjemny nad którym, zgodnie z ludowymi wierzeniami czuwała Matka Boska.Według naszych przodków bowiem, modlitwa do Maryi odżegnywała koszmary i zwalczała bezsenność, zapewniając „skołatanej głowie” i zmęczonemu całodniowym wysiłkiem ciału zdrowy sen. Dlatego też u stóp żywych rzeźb w galerii leżą sterty recept na bezsenność.
-No tak! Cebula dobra na wszystko – komentuje nowo zdobytą wiedzę o zwalczaniu bezsenności starsza pani, której nieskrywaną radość daje odgadywanie, którym wyobrażeniem spośród tradycyjnych wizerunków jest która modelka. Nie tylko jej! Publiczność żywo reaguje na niecodzienne rzeźby. Przechadzając się po sali niejednokrotnie można usłyszeć westchnienia zwiedzających:
- Ach te madonny! Boskie! –i towarzyszące im dociekliwe pytania – A Pani, którą jest Madonną?”
Autorka tekstu: Olga Mędrzejewska
Życie Warszawy Środa 19 maja 2010
,,– Warto pójść jeszcze do Muzeum Etnograficznego! W ubiegłym roku był tam czadowy pokaz mody, teraz przebojem są „Madonny” Pawła Althamera.”
Aktualności ethnomuseum
,,Trudno było się przedrzeć przez kolejne sale i wystawy, a żywe rzeźby – piękne Madonny z pracowni Pawła Althamera i Wyższej Szkoły Artystycznej oraz Aktywnego Studium Plastycznego Technik Teatralno-Filmowych budziły zachwyt, zadziwienie, sympatię.”
20 maja 2010, godz. 20:50
Inspiracje ikoną Matki Boskiej w pokazie studentek Wyższej Szkoły Artystycznej
Muzeum Etnografii, Noc Muzeów maj 2010
obserwował i skomentował pedagog Szymon Bojko
Pokaz modeli z okazji Nocy Muzeów wpisuje się w praktykę uczelni. W roku ubiegłym inspiracją była polska sztuka ludowa: kostium, wystrój oraz charakteryzacja. Ujawnił talenty, wynalazczość i pomysłowość w posługiwaniu się materiałami „niskiej kondycji”. Pedagodzy i grono ambitnych studentek wyprowadziły kulturę chłopską z opłotków wsi na świat zewnętrzny. Trud się opłacił. Idea znalazła realizatorów.
Tegoroczny pokaz podjął nie mniej oryginalne zadanie projektowe i inscenizacyjne. Inicjacja dotyczyła przestrzeni religijnej, wyznaczonej obrazem Matki Boskiej. Zadanie w intencji pomysłodawców, miało pogodzić kanoniczny wizerunek Madonny z swobodnym jego odczytaniem, bliższy współczesnej wrażliwości wiary. Wizerunek obejmował detale: lica, ekspresję spojrzenia, draperie, akcesoria i atrybuty. Jako ikona świętości została uwieńczona, jakby skatalogowana, w przeróżnych wariantach, w kościele katolickim (i prawosławnym) na świecie. W Polsce fascynacja kultem maryjnym przetrwała 500 lat i trwa. Inspirował sławnych malarzy i naiwnych, ludowych artystów. Ta bogata ikonografia posłużyła studentkom dla rozwinięcia własnej, indywidualnej interpretacji. W wyniku ich pracy powstał zespół obiektów o cechach autorskich. Teatralnie potraktowany temat, dał upust fantazji. Wystrój Madonny na modelkach w Muzeum Etnografii, mimo dominującej dosłowności, potrafił zwrócić uwagę innością, wśród nieruchomych eksponatów muzealnych. Zadanie zaowocowało zalążkiem kreacji. Wyróżniły się prace bardziej doświadczonych projektantek. Zapamiętałem: poetycko słowiański Karoliny Ryciak, brazylijska z ducha, trójwymiarowa Madonna, Katarzyny Brauła, urokliwy projekt Katarzyny Dziakowskiej na granicy świeckości. Podobnie, pociągający świecką pobożnością, oddalony od wzorca ikony, proponuje muzyczny akord Martyny Jeziorskiej. Najbliższa obydwu wizji – modlitewnej i kobiecej, jest starannie opracowana koncepcja Beaty Brandebura-Pruszkowskiej Tyle uważny obserwator.
Pytania, refleksje, krytyka.
Nadarza się okazja aby wywołać wśród pedagogów i realizatorów…………..
21 maja 2010, godz. 11:18
“Swinging London” was defined
Swinging London is a catch-all term applied to the fashion and cultural scene that flourished in London, in the 1960
During the time of Swinging London, fashion and photography were featured in Queen magazine, which drew attention to fashion designer Mary Quant.
The British flag, the Union Flag, became a symbol, assisted by events such as England’s home victory in the 1966 World Cup. The Mini-Cooper car (launched in 1959) was used by a fleet of mini-cab taxis highlighted by advertising that covered their paintwork.
21 maja 2010, godz. 11:21
Projekt Pawła Althamera, “Wspólna sprawa” w Brukseli
Dwadzieścia lat temu upadł komunizm w Europie Środkowej. To właśnie w Polsce dokonała się przemiana, która wpłyna na losy Europy. 4 czerwca w Brukseli, chcemy przypomnieć o znaczeniu wydarzeń z przed 20 lat. Projekt Pawła Althamera Wspólna sprawa będzie jednym z najciekawszych wydarzeń realizowanych w ramach obchodów 20. Rocznicy Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej. To wyjątkowe przedsięwzięcie zarówno w kontekście artystycznym, jak i społecznym.
Wspólna sprawa to dokumentowane działania grupowe, rzeźba społeczna, realizowana w konwencji fantastyczno-naukowej. Projekt artystyczny łączący w sobie działania w przestrzeni publicznej z aspektami społecznymi: kwestiami wykluczenia związanego z procesem transformacji systemowej, a zarazem samoorganizacji i oddolnej inicjatywy, które mogą zmieniać świat i tworzyć przyszłości, i szerzej z ideałami wolności i solidarności.
4 czerwca o godz. 10.05 na lotnisku w Brukseli wyląduje po raz pierwszy w historii złoty Boeing 737 PLL LOT, pomalowany według projektu polskiego artysty, z astronautami w złotych kombinezonach na pokładzie. Pasażerami samolotu będą głównie mieszkańcy osiedla Bródno – Podgrodzie, sąsiedzi Pawła Althamera. Uczestnicy wydarzenia, prawie dwieście osób, weźmie udział w działaniach w przestrzeni publicznej, eksplorując stolicę Unii Europejskiej. Ich pierwszym przystankiem będą tereny Expo ’58, obszar reprezentujący świat w jego całej złożoności i jednocześnie sprowadzony do elementarnej cząstki. Górujący nad narodowymi pawilonami model atomu stanie się punktem wyjścia do wizyty w Parlamencie Europejskim – kolejnym miejscu przypominającym o płynności, wielowymiarowości i przekraczaniu granic. Złoty kolor samolotu oraz kostiumów uczestników symbolizuje komunikację, wiedzę i harmonię, dążenie do przemiany i do lepszej przyszłości.
Projekt Althamera komunikuje się z ludźmi „na żywo” zachęcając do interakcji, włączenia się w działania i proces tworzenia. Wspólna sprawa skierowana jest do szerokiej grupy odbiorców. Zarówno do tych, którzy interesuję się sztuką współczesną, jak i do przypadkowych przechodniów, mieszkańców Brukseli. Miejsce realizacji nie jest przypadkowe – stolica zjednoczonej Europy, kontynentu, który jeszcze dwadzieścia lat temu wydawał się podzielony na zawsze. W tym kontekście akcja artystyczna może stać się impulsem do przypomnienia o zmianach, które dokonały się w Polsce i wpłyny na historię Europy Środkowej.
Włączenie projektu Pawła Althamera w program obchodów 20. Rocznicy Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej pokazuje, że można świętować doniosłe i ważne rocznice poprzez sztukę współczesną i działania społeczne. Jest także zupełnie nowatorskim sposobem zwrócenia uwagi na Polskę i jej historię.
Prace Pawła Althamera, niemal od początku jego artystycznej praktyki, oscylują z różnym natężeniem między biegunami rzeźby figuralnej a kolektywnymi działaniami, angażującymi do procesu twórczego innych. Zapraszając do współpracy różne grupy społeczne – „Bródno 2000”, “Prisoners”, Muenster (2002), „Bad Kids” (2004), “Fruhling”, Kassel (2009) – artysta stawia, charakterystyczne dla zjawisk w sztuce ostatniej dekady, pytanie o pozycję i status twórcy. Sposób, w jaki eksploruje pojęcie „partycypacji” wydaje się być ściśle związany ze społecznym potencjałem, jaki niosą jego projekty. Artysta stwarza ramy, propozycje, wobec których zaproszeni do udziału definiują swoją tożsamość.
W projekcie „Wspólna sprawa” Althamer nawiązuje do tych wątków swojej twórczości, w których testuje formy postrzegania rzeczywistości oraz komunikacji interpersonalnej. Artysta odwołuje się do głęboko humanistycznej idei uwrażliwienia na codzienność, świadomej i aktywnej percepcji otoczenia, możliwości projektowania własnej przyszłości.
Uczestnicy akcji – mieszkańcy warszawskiego osiedla, na którym mieszka artysta – pojawiają się w różnych lokalizacjach w niezwykłych, złotych kostiumach. Wspólne działania zmierzają do przekroczenia mentalnych barier, ale również fizycznych granic. Poza spotkaniami osadzonymi w codziennej rzeczywistości, uczestnicy odbywają podróże niosące ze sobą nowe możliwości i niecodzienne doświadczenia. Ubrani w fantastyczne skafandry poruszają się na granicy dwóch światów: tego oswojonego oraz nowego, będącego często projekcją ich wyobrażeń. Owy świat oswojony to często nieatrakcyjna przestrzeń szarego blokowiska. Uczestniczy są „zwykłymi” ludźmi, wykonującymi „przeciętne” zawody, są „sąsiadami z naprzeciwka”. „Wspólna sprawa” pozwala im „wyjść z cienia”, pokazać się w nieznanej im przestrzeni publicznej. To dla nich Inny świat, wypełniony ludźmi komunikującymi się w obcym języku. Ale to właśnie w tym świecie stają się widzialni. Więcej – stają w centrum uwagi, wzbudzając zainteresowanie dosłownie wszystkich.
W tym kontekście projekt Pawła Althamera można postrzegać jako „rzeźbę społeczną”. Rzeźba – materialny obiekt – zostaje zamieniona we wspólne doświadczenie, proces nastawiony na zmianę w głębokich rejestrach codziennych przyzwyczajeń. Artystycznemu przekształceniu nie ulega fizyczny przedmiot, ale sam człowiek – świadomość, mentalne nawyki. Jednocześnie wokół “Wspólnej sprawy” spotykają się i integrują różne grupy społeczne; ludzie, których codzienne realia nie przenikają się wzajemnie, niejednokrotnie wykluczeni ze społecznych i kulturowych rytuałów. Symboliczne przekroczenie granic zachodzi, więc na wielu poziomach.
21 maja 2010, godz. 11:28
U źródeł autentyczności – Jacek Wilewski, artysta niechciany
Szymon Bojko 06.01.2009. aktualizacja 09.01.2009 19:05
(rozmyśla krytyk starej daty)
W moje długie życie po dziewięćdziesiątce niespodzianie wtargnął, jakby rzeźbiony strumieniem wydarzeń, etos innego człowieka, znacznie młodszego. Owładnęło mną uczucie braterstwa wobec splotu szczęścia i nieszczęść, gdy zapoznałem się z jego zawiłym życiorysem. Zasługująca na empatię cierniowa droga oryginalnego artysty wysokiej rangi.
Niechciany, nieznany, samotny, odrzucony, na granicy psychicznej sprawności. Jakiś czas temu granica została przekroczona. Uznany został przez lokalne władze za nieprzystosowanego do samodzielnej egzystencji. Pociągnęło to konieczność roztoczenia nad nim rygorystycznego nadzoru. Szlachetna postać. Szaleństwo w obsesji jednego tematu: ciało kobiety. Erotyzm egzystencjalny, zakotwiczony w dzieciństwie, odwołujący się do mitu pramatki ziemi, symbolu prapoczątku rzeczy. Psychoanaliza przemieszana z dojrzałą, filozoficzną motywacją swojej sztuki. Spontanicznie uświadomiłem sobie, że występuje tu pokrewieństwo z motywem w kulturze literackiej Francji końca XIXw. , zwanym les poetes maudits (przeklęci), z nich, okrytych sławą, Verlaine, Rimbaud. Historia lubi analogie. Mimo, że nie znałem artysty fizycznie – jedynie na podstawie obrazu filmowego, tego, co i jak mówi o sobie – drgnęła we mnie szczególnie ludzka solidarność, gotowość, wręcz obowiązek wsparcia, opowiedzenia się po stronie niechcianego polskiego artiste maudit. z Lozanny, która stała się, po Warszawie, jego miastem na dobre i złe.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Mowa o Jacku Wilewskim, rysowniku i rzeźbiarzu, osiadłym od 1968r .w Lozannie. Wbrew upływowi kilkudziesięciu lat, urwaniu się naturalnych więzi z polskim językiem i polską kulturą (nic nie wiadomo o zbliżeniu z szwajcarską Polonią*), artysta zachował prawie nieskazitelny język ojczysty. I, co najważniejsze, pamięć emocjonalną Warszawy, którą zabrał ze sobą wraz z żywymi obrazami dzieciństwa, matki, podwórka, gry w klasy, szczególnie powracający wizerunek Syrenki warszawskiej. Kilkakrotnie odwiedzał Warszawę i znajomych. Wspomagał ruch Solidarności.
Po obejrzeniu filmu-dokumentu “Spalony”, zrealizowanego przez reżysera Irka Dobrowolskiego, zareagowałem odruchowo. Toż to dramatyczna przestrzeń życia van Gogha! Powtórzyłem hipotetyczne podobieństwo publicznie na prapremierze filmu w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie ( 3.12.2008). Wkrótce okazało się, że kojarzenie z Wielkim Holendrem weszło do słownika medialnego. Niestety uproszczone, jak to bywa w żargonie dziennikarskim. Rozmowę z reżyserem zaopatrzono tytułem: “Polski van Goch”. I o dziwo robi karierę! Obiektywnie zbieżność cech zastanawiająca. Film prosi się o komentarz naukowy, analizę ze stanowiska psychologii, może psychoanalizy. Niestety, brak mi dobrego wykształcenia filozoficznego i znajomości psychologii osobowości.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Przestudiowałem przeto klasyczne dzieło wiedzy o van Goghu, “Listy do brata”, do Theo. Każdy student historii sztuki zna tę unikalną korespondencję – świadectwo psychicznych stanów malarza, rozterek, nadziei i wyczerpania fizycznego. Z liczącego blisko 600 stron (przekład Joanna Guze, Maciej Chełkowski) wybrałem fragmenty najbardziej styczne z naszym rodakiem:
Jedna, druga chwila słabości, a załamię się – i już nigdy nie stanę na nogi… żyję w stałej gorączce pracy… a przecież muszę malować… od zaraz… za moje malarstwo płacę ryzykiem życia… jestem zagrożony ze wszystkich stron, jedyny sposób, żeby się z tego wydobyć, to wytrwała praca… starać się być prawdziwym to może sposób, żeby zwalczyć chorobę, która mnie niepokoi. (Przypomnijmy: van Gogh za życia nie sprzedał ani jednego obrazu). Chciałoby się w tym miejscu rzec: ech, przydałby się drugi Theo!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Odwołuję się ponownie do filmu i fragmentów opowieści artysty, monologu wewnętrznego adresowanego do widza. Autentyczne, zobiektywizowane wyznanie, spokojnym głosem, niekiedy uśmiech do siebie, przerwy na głębokie, kilkakrotne zaciąganie się końcówką ustnika. Joint, mieszanka haszyszu z tytoniem, źródło ukojenia i upadku, zostawił nieodwracalne ślady na środkowym palcu: skóra wypalona do cna.
Jestem spalony. W dzień śpię, palę… stałem się dziki… moje rysunki są cechami mojego charakteru… la douleur et l’erotisme… piękno ciała ludzkiego, mój cel… 8000 rysunków… całe moje życie… wrażliwość polska, la sensibilite polonaise… szwajcarska precyzja… strukturalizacja.. .o moim życiu decyduje kurator… niepokorny dziwak… nie istnieję w Lozannie jako artysta… tutaj czas jest zaszachowany… jestem w brzuchu, mam 7 lat…
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Taką zadziwiającą, ubraną w słownictwo nadrealistów zapowiedzią rozpoczyna się film “Spalony”. Wraz z reżyserem wchodzimy w świat, w którym czas jest ruchomy, przemieszany wedle innego porządku i logiki. Poddajmy się tej huśtawce obrazów, słów i słynnych nazwisk, przerywanych dla równowagi widokami z pociągu i grzebaniem się artysty w sklepie Armii Zbawienia. Tam jego oko z chłamu wyławia perełki. Nic już nas nie zadziwi. Seans z modelką, Catherine, szwajcarską muzą artysty, która wyzwala w nim wspomnienia Mamy. Jej obraz poprzedza inny, ukiyo-e, barwny drzeworyt Hokusai i Sharaku, którego nazywa swoim mistrzem. Z japońskiej delikatnej linii w procesie montażu wrażliwy wizualnie grafik (Robert Manowski), stosując zabiegi animacji, tworzy elektroniczne przenikania i złudzenia. Onże wprzęga nowoczesną technikę do “krainy snów” z początków kinematografu. Miniaturowe rysunki, wielokrotnie powiększone tworzą fryz ściennych obrazów. Rysunek z modela, na pozór niepozorny, akademickiego rodu, przy bliższym oglądzie stwarza złudzenie wypukłości.
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Odcisk trzeciego wymiaru wydobyty jest oryginalnym pomysłem artysty, z akademickim wykształceniem rzeźbiarza. Pomysł mógł zrodzić się w wieku Renesansu i wcześniej. Polega na naturalnym hamowaniu szybkości ręki rysującego. Wilewski podkłada pod arkusz do rysowania arkusz papieru ściernego, powodujący opór przy prowadzeniu ołówka. W rezultacie rwana, nerwowa, linia błądząca, niepewna, powtarzająca się, generuje ekspresję. Jest wiernym odbiciem stanów emocjonalnych spływających do ręki. Spreparowany w pierwszej fazie rysunek linearny artysta przenosi z papieru, za pośrednictwem matrycy, na inne materiały: filtr ze skrętu zręcznie rozprasowany, serwetkę, zgrzebną tkaninę, liście. Kondensuje rysunek do miniaturowej skali, m.in. na pudełku od zapałek; znaczki (à la znaczki pocztowe) budzą zachwyt oglądającego, jak każde preciosa. Autor komentuje swoje upodobanie do minimalizmu: ilość informacji jest niezależna od formatu utworu. Broni racjonalnymi argumentami swojej metody pracy. To brzmi jak prośba do widza: zaufaj mi!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Na ekranie przesuwa się niekończąca się taśma aktów kobiecych, podobnych, do których pozowały przez 25 lat bardzo młode modelki z różnych krajów. Najmłodsza miała 16 lat. Catherine po długim okresie przyjaźni przyzwoliła na pozowanie nago. Seans ten, odbywający się w atelier Wilewskiego w Moudone, już na wejściu do narracji jest jednym z najbardziej wyrazistych epizodów filmu. Wilewski rysuje z modela, trzydziestoletniej kobiety o pięknym ciele. Natomiast w warstwie słownej zwierza się, że znajdował się od wczesnej młodości pod urokiem dziewczynek bawiących się na podwórku. Ta pamięć jest obecna i wtedy, gdy rysuje Catherine, nie wyjmując z ust skręta. Warstwy prawdy i pamięci przeplatają się.
Po innych sfilmowanych wątkach nieodzownych dla utrzymania rytmu i pełniejszej wiedzy o bohaterze, zbliżamy się do niespodzianego zwieńczenia. Niczym deus ex machina pada nazwisko magiczne: Balthus. Niewykluczone, że wykształcony i obyty ze sztuką widz sam doszedł do takiego “linku”, używając języka epoki Internetu. A gra dziewcząt z podwórka – dwuznaczna, domyślna, niewinna – które uwiecznił wiedziony tymże erotycznym magnesem na swoich obrazach słynny malarz – kto?
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Balthasar Klossowski de Rola i Jacek Wilewski spotykają w tym samym pociągu (nawet język jest tu dwuznaczny!), w tym samym kraju – prawie sąsiedzi. Jakaż pyszna, smakowicie zmajstrowana mini-nowelka. Reżyser pokazał pazur sytuacji zainscenizowanej. Rozmowa telefoniczna. Zaproszenie Balthusa. Wizyta w jego willi w Rossiniere. Gospodarz uprzedza gościa Polaka. W czystej polszczyźnie wypowiada jedyne zdanie, którego się wyuczył: ja nie mówię po polsku!
Chociażby dla tego odruchu wielkiego mistrza XX w, który, jak mniemam, wejdzie do historii, warto zapoznać się z filmem i postacią naszego rodaka. Rozwija on wątek, rozmowy z Balthusem w salonie, zakończonej wspólnym wyjazdem do miasta po zakup sztalug (zachował się u Jacka szkic Balthusa przedstawiający typ sztalug).
W przypływie odwagi Jacek wyraził chęć wykonania portretu Balthusa w rzeźbie. Otrzymał szereg fotografii malarza. Rysował go. Fotografie w trzech rzutach z wykonanej rzeźby, odlew w cynie, wysłał do Balthusa. O tym dowiadujemy się z ust Jacka. Natomiast na ekranie reżyser przenosi nas do ciasnego wnętrza, pracowni Wilewskiego, gdzie z pomocą nader prymitywnych narzędzi artysta lepi z gliny tors męski, następnie następuje odlewanie negatywu w cynie. Prawda tej sceny, toporne obtłukiwanie odlewu bawi, intryguje autentyzmem ręcznych manewrów. Inscenizacja prowokowana jest mocną stroną języka tego filmu. I zakończenie wątku: Telefon, Jacek podnosi słuchawkę, słyszy głos lokaja i zaraz potem: – Balthus. bonjour Jacek, vous etez sculpteur!
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Jacek Wilewski, fot. dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
Epilog.
W dwa lata później. W Domu Opieki. Dramat samotności i bezradności, od czego zacząłem opowieść o Jacku. Mój pociąg dalej nie pojedzie… Na ekranie przywołana Syrenka warszawska, fotografie artysty, poczynając od dzieciństwa, podwórze na Koszykowej 49, dziewczynki grają w klasy. Piosenka o Warszawie. Ponownie Mama. Wszystko spowite mgiełką wspomnienia w kolorze zielonym.
Ilustracje dzięki uprzejmości grupy filmowej “Rekontrplan”
* Wzmianka o Polonii w Szwajcarii, podyktowana jest okolicznością, że od lat zajmuję się badaniem udziału artystów polskich i artystów polskiego pochodzenia w innych krajach. Patrz: Szymon Bojko, “Z polskim rodowodem”, Toruń 2007. Muzeum Polskie w Rappersville mogłoby odegrać pionierską rolę w promocji polskiego artysty w Szwajcarii.
24 maja 2010, godz. 14:55
WYWIAD Z IRKIEM DOBROWOLSKIM, REŻYSEREM
PORTRECISTY
WARSZAWA, 2 CZERWCA, 2008
ID. Animacja zawsze jest powiązana z historią zdjęcia i z efektem dramaturgicznym jaki wywołuje.
SC. Czy miał Pan plan, jak wykorzystać te efekty?
ID. Wszystko musiało pasować do danej historii: muzyka, rytm poszczególnych sekwencji. Tak więc wszyscy czterej graficy, włączając głównego animatora, mojego przyjaciela, Roberta Manowskiego, spędzili piętnaście godzin nad każdym zdjęciem, aby uzyskać wspomniane efekty. Musieli bowiem pracować klatka po klatce i nie korzystali z żadnego specjalnego programu. Używając programów Adobe Photoshop i Adobe After Effects, klatka po klatce dochodzili do celu.
27 maja 2010, godz. 21:37
“(…)Jestem człowiek tylko, więc potrzebuję widzialnych znaków, nużę się prędko budowaniem schodów abstrakcji. Prosiłem nieraz, wiesz sam, żeby figura w kościele podniosła dla mnie rękę, raz jeden, jedyny./Ale rozumiem,
że znaki mogą być tylko ludzkie.”Czesław Miłosz “Veni Creator”
Pracując nad konserwacją rzeźb sakralnych często prowadzę z nimi dialog… a gdyby tak tym wszystkim świętym znudziło się stać na postumentach? i gdybyśmy zamienili się z nimi miejscami?
Zostać świętymi, nielada rzecz…obcowanie z ożywionymi rzeźbami, to powrót do tych rozmów z pozornie martwymi ciałami…
26 sierpnia 2010, godz. 15:43
Szacuneczek Paweł…
4 września 2010, godz. 23:02
Walka na facebooku trwa. Okazało się że facet Szymon w zielonej koszulce ma takie samo nazwisko jak ja….CZYLI JESTEŚMY W RODZINIE
11 września 2010, godz. 23:29
Bródno: przez Park Rzeźby przeszła procesja z Madonnami
Więcej… http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/51,95190,8363987.html?i=1#ixzz0zGavSNI7
11 września 2010, godz. 23:33
Korowód ruszył o godz. 18. Na czele kroczyło osiem pięknych, młodych dziewczyn, ubranych i umalowanych na wzór różnych wizerunków Matki Boskiej. Była Madonna czarnoskóra i taka z praskiej kapliczki. Paweł Althamer niósł z przyjacielem wielkie zdjęcie oprawione w złote ramy. Na obrzeżach parku cała procesja zapakowała się do autobusu-”ogórka”, bo do kościoła Chrystusa Króla jest stamtąd spory kawałek – ok. 5 kilometrów. Proboszcz zgodził się, by “obraz” z mieszkańcami został wniesiony pod ołtarz główny. Następnie zawisł w przedsionku.
Akcja Pawła Althamera była elementem dzisiejszej inauguracji drugiej odsłony Parku Rzeźby. To inicjatywa władz Targówka, realizowana w parku Bródnowskim przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Agnieszka Kowalska
2010-09-11, Gazeta stołeczna
Więcej… http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8363987,Brodno__przez_Park_Rzezby_przeszla_procesja_z_Madonnami.html#ixzz0zGc05bwM
13 września 2010, godz. 19:34
Artystki z WSA które współpracowały z Pawłem Althamerem to:
Katarzyna Brauła, Karolina Ryciak, Katarzyna Arnold,
Anna Korzeb, Ewa Dąbrowska, Martyna Jezierska, Beata Brandebura -Pruszkowska, Katarzyna Dziakowska.
Wszystkim twórcom i ich modelkom serdecznie gratulujemy!
Zobacz więcej:
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/51,95190,8363987.html?i=0
16 września 2010, godz. 19:24
http://www.facebook.com/HondaDreamZone#!/album.php?aid=16323&id=123848914322463
20 września 2010, godz. 00:34
http://www.warszawa2016.pl/index.php/pol/Aktualnosci/Althamer-z-Madonnami.-Sukces-ESK-2016
Pogoda straszyła, słońce się schowało, ale warszawiacy, a zwłaszcza mieszkańcy Targówka dopisali. W sobotnie popołudnie, 11 września, oficjalnie otworzyliśmy II edycję Parku Rzeźby na Targówku. Była to jedna z najważniejszych imprez promujących Warszawę jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury.
Otwarcia Parku Rzeźby dokonali Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz burmistrz Targówka Grzegorz Zawistowski oraz dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej Joanna Mytkowska.
- Warszawa staje się miastem, które stwarza doskonałe warunki dla artystów i ich sztuki. To jest drugi rozdział w życiu parku. Miasto sfinansowało m.in. wszystkie znajdujące się tutaj obiekty, dzisiejsze warsztaty dla dzieci i wieczorny koncert zespołu Paris Tetris – mówiła podczas inauguracji projektu Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz – Wrzesień jest także nowym rozdziałem w życiu Warszawy jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Złożyliśmy już aplikację. Park jest właśnie jednym z nowych sztandarowych projektów kampanii o uzyskanie tytułu ESK – mówiła Pani Prezydent.
Paweł Althamer podarował Pani Prezydent odblaskową kamizelkę z nadrukiem: „Służba Parku Rzeźby” oraz koszulkę z logo terapeutycznej Grupy Nowolipie (gromadzącą osoby cierpiące na stwardnienie rozsiane), z którą artysta współpracuje od wielu lat. Ich wspólnym dziełem jest rzeźba – fontanna umieszczona w jednym z parkowych stawów i uruchomiona w sobotę.
Pani Prezydent wraz z gośćmi zwiedzili następnie park i eksponowane w nim dzieła sztuki autorstwa m. in. Moniki Sosnowskiej, Olafura Eliassona i Susan Philipsz, oprowadzani przez kuratora ekspozycji – Sebastiana Cichockiego z Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Po godz. 18 rozpoczął się happening przygotowany przez Pawła Althamera oraz Roberta Manowskiego. Z serca parku ruszył barwny korowód postaci przebranych i ucharakteryzowanych na Madonny – wizerunki Matki Boskiej z różnych stron świata. Stylizacje i kostiumy przygotowali słuchacze Wyższej Szkoły Artystycznej, której Manowski jest współzałożycielem. Ogromne poruszenie wśród widzów wywołała postać Madonny z praskiego podwórka – gipsowej, z odłażącą farba i korona z żarówek. Starsi mieszkańcy Targówka byli nią dosłownie urzeczeni.
Za korowodem podążali Paweł Althamer i Robert Manowski niosąc ogromne zdjęcie autorstwa Jana Smagi, przedstawiające zeszłoroczną edycję Parku Rzeźby – park przemieniony w rajski ogród oraz zgromadzonych w nim mieszkańców Targówka. Niesamowicie klimatyczną fotografię oprawiono w złote ramy, dzięki czemu przypominała prawdziwy, zabytkowy obraz. – Co to? Matejko? – dopytywali się gapie.
Tłumna procesja odprowadziła Madonny z obrazem do zabytkowego jelcza „ogórka”, który zawiózł korowód do świątyni pw. Chrystusa Króla przy ul. Tykocińskiej. Tam dzieło zawisło w przedsionku kościoła.
Warto dodać, że właśnie ta fotografia Jana Smagi otwiera aplikację Warszawy w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
20 września 2010, godz. 00:55
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/w-przebraniu-najswietszej-panienki-przeniosly-obra,3658934,7505991,fotoreportaz-maly.html#photo7505984
6 października 2010, godz. 23:11
jak chcecie sobie przypomnieć jak wyglądała reklama autorstwa Maćka
http://apps.facebook.com/cr-z_zone/default/maciek
9 października 2010, godz. 21:04
Warto zobaczyć
http://www.maciejswiechowski.com/
16 października 2010, godz. 21:05
Szkoła charakteryzacji ma na celu przygotowanie naszych studentek do pracy dla marki Giorgio Armani.
16 października 2010, godz. 21:07
Szkoła charakteryzacji teatralno filmowej wychodzi na ulice Warszawy
16 października 2010, godz. 21:08
Nasza Szkoła charakteryzacji stworzyła prawdziwe show……show must go on
16 października 2010, godz. 21:10
Sierpniowe niebo nad naszą szkołą charakteryzacji
16 października 2010, godz. 21:15
Najlepsza szkoła charakteryzacji zaistniala w prestiżowej galerii sztuki
16 października 2010, godz. 21:18
Najlepsza szkoła charakteryzacji charakteryzacji zaistniala w galerii sztuki polskiej.
16 października 2010, godz. 21:21
Dzięki efektom pracy naszych studentów jesteśmy najlepszą szkołą charakteryzacji
16 października 2010, godz. 22:13
Rachunek szczęścia (dok., pol., 2010, 85 min), reż. Ireneusz Dobrowolski
Premierowy pokaz filmu Ireneusza Dobrowolskiego o pianistce Stelli Czajkowskiej, która cudem ocalała z Zagłady. Urodzona w 1924 roku w Polsce w rodzinie żydowskiej, w czasie okupacji mieszkała w łódzkim getcie. W sierpniu ‘44 po jego likwidacji została przetransportowana do Auschwitz. Prosto z rampy trafiła do komory gazowej. Problem techniczny, prawdopodobnie chwilowy brak cyklonu, sprawił, że przeżyła. Późnej trafiła do obozu Stuthoff, gdzie zdarzył się kolejny cud. W ostatnich minutach wojny znalazła się w porcie Neustadt. Niemcy załadowali więźniów na statki, by zatopić ich w porcie. Stella była ostatnia w kolejce… Po wyzwoleniu wróciła do Warszawy, gdzie ukończyła aspiranturę w klasie fortepianu prof. Ekiera. Później wyjechała do Szwecji. Po latach starań dostała pracę profesora fortepianu na Uniwersytecie w Goeteborgu. Dziś 86-letnia Stella zadaje sobie pytania: czy dobrze wybrała? Jaki jest rachunek szczęścia jej życia? Doskonała historia, ilustrowana kolażami łączącymi animowane fotografie z filmami archiwalnymi i rysunkami. Po pokazie rozmowa z udziałem bohaterki filmu i reżysera.
18 października 2010, godz. 11:05
http://www.obieg.pl/prezentacje/6051
Wraz z reżyserem wchodzimy w świat, w którym czas jest ruchomy, przemieszany wedle innego porządku i logiki. Poddajmy się tej huśtawce obrazów, słów i słynnych nazwisk, przerywanych dla równowagi widokami z pociągu i grzebaniem się artysty w sklepie Armii Zbawienia. Tam jego oko z chłamu wyławia perełki. Nic już nas nie zadziwi. Seans z modelką, Catherine, szwajcarską muzą artysty, która wyzwala w nim wspomnienia Mamy. Jej obraz poprzedza inny, ukiyo-e, barwny drzeworyt Hokusai i Sharaku, którego nazywa swoim mistrzem. Z japońskiej delikatnej linii w procesie montażu wrażliwy wizualnie grafik (Robert Manowski), stosując zabiegi animacji, tworzy elektroniczne przenikania i złudzenia. Onże wprzęga nowoczesną technikę do “krainy snów” z początków kinematografu. Miniaturowe rysunki, wielokrotnie powiększone tworzą fryz ściennych obrazów. Rysunek z modela, na pozór niepozorny, akademickiego rodu, przy bliższym oglądzie stwarza złudzenie wypukłości.
18 października 2010, godz. 13:12
Mimo komputerów i techniki cyfrowej ołówek może być cały czas pomocny a czasami nawet niezbędny…..dlatego zachęcam wszystkich studentów do rysowania:)
robert manowski
19 października 2010, godz. 12:34
Warsaw School of Arts
WELCOME TO SHOW FILM
19 października 2010, godz. 14:05
Warsaw School of Arts is your hero:)
22 października 2010, godz. 11:02
byłem, widziałem, i…
i wizualizacje były lepsze od samej muzyki (może dlatego też, że to nie mój klimat). Pozdrawiam
22 lutego 2011, godz. 18:16
Szanowny Panie,
wiadomość o filmie “Rachunek szczęścia” otrzymałam od Kostka Rosenera. Jestem z wykształcenia historykiem i pracuję w Muzeum Stutthof. Napisałam książkę dokumentacyjną “Rejs Śmierci. Ewakuacja morska więźniów KL Stutthof w 1945 r. Stąd moje zainteresowanie bohaterką Pana filmu. Pomyślałam też o pokazie Pana filmu w Muzeum Stutthof i w Gdańsku. Czy byłoby to możliwe? Proszę odpisać na mój adres elektroniczny.
Serdecznie Panu gratuluję i serdecznie pozdrawiam
Elżbieta Grot, kustosz Muzeum Stutthof
25 marca 2011, godz. 15:49
[...] Wyższa Szkoła Artystyczna – opłaty [...]
25 marca 2011, godz. 16:00
[...] Wyższa Szkoła Artystyczna – opłaty [...]
28 marca 2011, godz. 11:25
[...] Aktywne Studium Plastyczne – opłaty [...]
29 marca 2011, godz. 09:46
fajna………… tematyka…………. dla kazdego .
31 marca 2011, godz. 19:56
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/teledyski-sweet-nois [...]
31 marca 2011, godz. 20:00
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/bodypainting-3 [...]
31 marca 2011, godz. 20:35
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/szkielet-do-animacji [...]
5 kwietnia 2011, godz. 14:03
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/www.charakteryzacja.pl/index.php/studio-tv [...]
5 kwietnia 2011, godz. 14:08
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/www.charakteryzacja.pl/index.php/sesja-makeup/a> [...]
5 kwietnia 2011, godz. 16:34
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/inspiracje-sztuka-ludowa-2/a> [...]
5 kwietnia 2011, godz. 16:37
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/szkielet-do-animacji/a> [...]
5 kwietnia 2011, godz. 16:43
[...] http://www.charakteryzacja.pl/index.php/haute-couture%EF%BB%BF-2/ [...]
2 maja 2011, godz. 11:28
Już można głosować – zapraszam!
6 maja 2011, godz. 18:11
myślę że warto było by napisać w jakich konkurencjach są wystawiane te zdjęcia. czy to wizaż, zdjęcie czy jakiaś inna kategoria bo nie wiadomo na co zwracać uwagę
8 maja 2011, godz. 22:04
Słusznie, obok nazwiska uczestnika będą kategorie.
10 maja 2011, godz. 15:44
świetne stylizacje !! 14 maja nie ma szans, abym byla w Warszawie, ale w innym terminie chętnie bym się umówiła na taką sesję fotograficzną
:)
11 maja 2011, godz. 07:54
[...] TU a ja zapraszam w jedno szczególne miejsce… Tej nocy swoje drzwi otworzy atelier Wyższej Szkoły Artystycznej. Galeria Żelazna zabierze nas w czasy Marii Antoniny, zewsząd wyrastać będą rokokowe damy w [...]
30 maja 2011, godz. 10:14
moim zdaniem nie ma na kogo glosowac – słabizna w tym roku
3 czerwca 2011, godz. 08:45
Przypominam, że można oddać tylko jeden głos z jednego numeru IP.
7 czerwca 2011, godz. 11:41
Gratuluję indywidualnego podejścia do prac Iwonie i Aleksandrze. Szkoda, że nie zaplotłyście dreadów.
23 czerwca 2011, godz. 01:35
[...] Republika Weimarska – Wyższa Szkoła Artystyczna [...]
25 czerwca 2011, godz. 12:29
coś się dzieje w Warszawie!!!……….wspaniały pokaz charakteryzacji.
Kiedy następna impreza w tym stylu………………?…….godna polecenia uczelnia WSA i ASPTT-F.
3 lipca 2011, godz. 21:58
[...] Ambasadorzy rekrutacji [...]
6 lipca 2011, godz. 02:01
[...] Wystawa Yu Xiao w Galerii WSA – Wyższa Szkoła Artystyczna [...]
2 grudnia 2011, godz. 13:41
[...] Woźniaka. Nieco więcej informacji na ten temat znajdziecie w mojej krótkiej notce na stronie Wyższej Szkoły Artystycznej. Na praskiej ul. 11 Listopada bywałam nie raz i aż wstyd się przyznać, że dziś po raz [...]